Sztandar Biblijny nr 267 – 2015 – str. 77
Zatem pytamy: czy jest jakieś antidotum na truciznę grzechu? Czy jest jakaś skuteczna szczepionka, która mogłaby powstrzymać wirusa grzechu? Czy jest jakiś lekarz, który może uleczyć tę okropną chorobę i przywrócić umierający ludzki ród do doskonałego zdrowia, odrodzić go fizycznie, umysłowo, artystycznie, moralnie i religijnie do doskonałości, którą posiadał ojciec Adam zanim zgrzeszył? Czy jest jakieś lekarstwo, które może usunąć przekleństwo śmierci ze wszystkimi towarzyszącymi jej formami zła w postaci smutku, bólu, cierpienia, słabości, rozczarowania itp. i dać „wszystkim, którzy zechcą” z ludzkości, wieczne życie, pokój i radość?
O, tak! Okropny, grzeszny stan naszego umierającego rodu nie jest beznadziejny, ponieważ w Swym wielkim współczuciu „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jana 3:16). „Lecz zaleca Bóg miłość swoję ku nam, że gdyśmy jeszcze byli grzesznymi, Chrystus za nas umarł” (Rzym. 5:8). „W on dzień będzie otworzona studnia […] na omycie grzechu i nieczystości” (Zach. 13:1). To Jezus, Jednorodzony Syn Boga „wydany jest dla grzechów naszych, a wstał z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (Rzym. 4:25). Żyjący Chrystus jest naszym wielkim lekarzem, który „grzechy nasze Sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły nas” (1Piotra 2:24, BW). „Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. […] Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez Niego zachowani od gniewu. Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego” (Rzym. 5:6, 9, 10, BW).
To żyjący Chrystus (jako Boski przedstawiciel) wybawia nas „przez krew krzyża jego” (Kol. 1:15- 20). Bóg ”Ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym. W nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego (Boga)” (Efez. 1:6, 7, BW). To krew Jezusa Chrystusa, Syna Bożego „oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (1 Jana 1:7). Jezus „własną krwią swoją” dokonał „wiecznego odkupienia” (Żyd. 9:12, BW); „a on jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, ale też za grzechy wszystkiego świata” (1Jana 2:2).
Wdzięczność wobec Boga oraz ocena Jego miłości do nas „gdyśmy jeszcze byli grzesznymi” (Rzym. 5:8), są ważnymi przyczynami nie tylko naszego zwrócenia się do Boga, lecz także do utrzymywania naszych serc na drodze sprawiedliwości. Jego miłość była pierwsza – nie wypracowana, nie nabyta (Izaj. 52:3; 1Piotra 1:18, 19),
lecz pierwotna, o silnej wewnętrznej motywacji i niewyczerpana. Można ją poznać jedynie po jej owocach. Chrystus oraz Jego dzieło we wszystkich Jego częściach są owocami Ojcowskiej miłości. Żeby poznać Boga, musimy znać Chrystusa, ponieważ „Bóg był w Chrystusie, świat z samym sobą jednając” (2Kor. 5:19).
Najbardziej znaczącym przejawem wielkiej Boskiej miłości w Jego planie zbawienia świata ludzkości jest ofiara Jego jednorodzonego Syna – największa ofiara, jaka kiedykolwiek została złożona. „Bogu niech będzie chwała za niewypowiedziany dar jego” (2Kor. 9:15)! Bóg uczynił duszę Jezusa, Jego ludzkie życie, „ofiarą za grzech”; a Jezus, który „stał się ciałem” (Jana 1:14; Rzym. 1:3; Filip. 2:7, 8; Żyd. 2:14), „wylał na śmierć duszę swoją” (Izaj. 53:10, 12). „Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism” (1Kor. 15:3).
On „siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie” (1Tym. 2:6, BW). Kiedy był na ziemi, powiedział o Sobie: „Jamci jest chleb on żywy, którym z nieba zstąpił: jeźliby kto jadł z tego chleba, żyć będzie na wieki; a chleb, który ja dam, jest ciało moje, które ja dam za żywot świata” (Jana 6:51). „Żaden jej nie bierze ode mnie, ale ja kładę ją sam od siebie” (Jana 10:18).

Apostoł Paweł powiedział o swej służbie: „Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża” (1Kor. 1:17, BT). Gdyby śmierć Chrystusa sama w sobie nie miała znaczenia, ona nie odniosłaby żadnego skutku.