Sztandar Biblijny nr 264 – 2015 – str. 29

BRAK ZDROWEGO ROZSĄDKU W POSZUKIWANIU BOGACTWA

      Załóżmy, że wzdłuż brzegu rzeki chodzi czło­wiek z długimi grabiami, wybierając z wody patyki oraz śmieci i zbierając je znacznym nakładem pracy, gromadzi je gdzieś w stodole. Codziennie obserwu­jecie go trudzącego się bez żadnego rozsądnego celu i mówicie: „Ten człowiek jest obłąkany”. Dlaczego tak myślicie? Ponieważ spędza czas i podejmuje wy­siłek czyniąc to, co z rozsądnego punktu widzenia jest nierozsądne.

      Chociaż nie wszyscy są tak nierozsądni jak czło­wiek z tej ilustracji, to tego samego rodzaju uspo­sobieniem kieruje się cała ludzkość w odniesieniu do różnych dziedzin życia. Na przykład kwestia gromadzenia pieniędzy. Jest ona dowodem braku rozsądku, lecz w powszechnej opinii nie jest za taką uznawana. Są tysiące ludzi, którzy mają mnóstwo pieniędzy, o wiele więcej niż tyle, ile potrafią zago­spodarować. Oni z wielką starannością i niepoko­jem troszczą się o te pieniądze, wkładając wiele pra­cy i trudu w ten lub inny sposób ich gromadzenia. A jednak, pomimo posiadanego nadmiaru, będą kłamać, nieuczciwie postępować, okradać i oszuki­wać swoich najlepszych przyjaciół, by dostać wię­cej, tylko po to, by dodać większego ciężaru do tego, który już jest bardzo ciężki i aby ściągnąć na siebie oszczerstwa i nienawiść tych, których tak niespra­wiedliwie oszukali. Człowiek, który tak postępuje, ma niezdrowy osąd. Lecz jest to popularne zacho­wanie, a inni o podobnym usposobieniu, choć nie tak skuteczni, mówią: to jest wielki człowiek; jego celem jest osiągnąć szczyt w życiu; staraj się, by stać się multimilionerem (chyba że uda mi się ciebie przechytrzyć).

      Jak zdrowy rozsądek powinien oceniać takie postępowanie? Jak Bóg na to patrzy, gdy spogląda z góry na ludzi oszukujących, walczących i okra­dających jeden drugiego, by zyskać pieniądze lub pszenicę czy kukurydzę z zapasów innych ludzi, a następnie strzegących, pilnujących i walczących o to, jak gdyby to było kwestią życia? Bóg traktuje to jako rezultat niezdrowego osądu, jako umysłowe, moralne i religijne niezrównoważenie spowodowane grzechem. Gdyby umysł był dobrze zrównoważony, to jego energia byłaby podzielona pomiędzy gro­madzeniem i używaniem, a dobre i szlachetne uży­wanie byłoby ideą, dzięki której dana osoba i jego współbliźni mogliby otrzymać pewną rzeczywistą korzyść. Lecz powszechną praktyką całego świata jest gromadzenie bogactw dla przyszłych pokoleń, zazwyczaj przyjmujących je z przykrą niewdzięcz­nością i przeważnie używających ich na swą własną szkodę: „Bo widzimy, iż i mądrzy umierają, głupi i szalony zarówno giną, a zostawiają obcym bogac­twa swoje” (Ps. 49:11). Werset 12: „Myślą, że domy ich są wieczne, a przybytki ich trwają od narodu do narodu, przetoż je nazywają od imion swych na ziemi”. Werset 13: „Ale człowiek w czci nie zostaje, podobnym będąc bydlętom, które giną”. Werset 14: „Takowa myśl ich głupstwem ich jest, a przecież po­tomkowie ich pochwalają to ustami swemi”.

      Inną dziedziną, w stosunku do której ludzie w wielu częściach świata przejawiają niezdrowy osąd, choć ogólnie nie jest za taką uważana, jest lek­komyślne rozmnażanie ludzkiego rodu bez brania pod uwagę środków utrzymania czy zdrowia, a czę­sto nie zważając na najskromniejsze życiowe po­trzeby. Mężczyźni obciążają nadmiernie swoje żony, którym wyznają miłość i które ślubowali wspierać i bronić, ciężarami trosk, których one umysłowo i fizycznie nie są w stanie znieść i od których często z zadowoleniem znajdują ucieczkę w ciszy grobu. Natomiast umysłowo i fizycznie chore potomstwo, którego matka nie była w stanie wychować i które­mu ojciec nie jest zdolny dać utrzymania, jest pozo­stawiane, by dołożyć ciężar swej nędzy oraz umy­słowej, moralnej, fizycznej i religijnej deprawacji do długiego jęku rozpaczy i smutku na świecie. To prawda, że było udzielone polecenie „rozmnażaj­cie się i napełniajcie ziemię”, lecz ludzkie ojcostwo powinno być podobne do Boskiego ojcostwa, które zapewnia każdemu synowi – „Jeśli syn, zatem i dzie­dzic” (Gal. 4:7, KJV). Gdyby zdrowy rozsądek miał kontrolę nad człowiekiem, to nie brałby on na sie­bie odpowiedzialności męża czy ojca dużej rodziny, wiedząc o swej niezdolności do wydania zdrowego potomstwa lub zapewnienia mu życiowych potrzeb, jeśli nie jest w stanie zapewnić ich dla siebie. Ujaw­niona słabość umysłu często wywołuje jęk rozpaczy i dusi w zarodku delikatne pędy miłości i pokoju, a walka o samą egzystencję usuwa każde ogniwo harmonii i właściwego myślenia. Gdyby panował duch zdrowego rozsądku, miłość i harmonia prze­ważałyby w znacznym stopniu, a zdrowe, szczęśliwe i mile widziane potomstwo wzrastałoby, by błogo­sławić troskliwą dłoń wychowującej matki, by sza­nować życzliwą przezorność ojca i iść z honorem w ich ślady.

poprzednia stronanastępna strona