Sztandar Biblijny nr 231 – 2009 – str. 68
a potwierdzonymi wynikami odkrycia naukowych faktów, jako takich, choć istnieje wielka sprzeczność pomiędzy tymi stwierdzeniami, a niedorzecznymi przypuszczeniami i spekulacjami ewolucjonistów.
BEZOWOCNE POSZUKIWANIE „BRAKUJĄCYCH OGNIW”
Ewolucjoniści poruszyli niebo i ziemię w poszukiwaniu tak zwanych „brakujących ogniw”, szczególnie pomiędzy człowiekiem a małpą, lecz nigdy nie znaleźli ani jednego niezaprzeczalnego ogniwa. Niektórzy z nich proponują cztery rzekome „brakujące ogniwa” pomiędzy człowiekiem i małpą – pitekantropa, człowieka z Heidelbergu, człowieka z Piltdown i neandertalczyka. Lecz te ogniwa nie wytrzymują wnikliwych badań i większość naukowców szydzi z nich, szczególnie od czasu, gdy przy pomocy testów chemicznych oraz innymi sposobami dowiedziono, że człowiek z Piltdown jest mistyfikacją.
Następujący opis wskazuje, jak powstały te rzekome „brakujące ogniwa”: Dr Dubois, żarliwy ewolucjonista, w 1892 roku znalazł w piaskach Jawy mały fragment górnej części czaszki, 90 cm dalej ząb, a 15 m od tego miejsca następny ząb i kość udową. On twierdził, że należały one do tego samego zwierzęcia – „brakującego ogniwa”! Krótko po tym odkryciu, 24 wybitnych europejskich naukowców zbadało te cztery fragmenty. Dziesięciu z nich powiedziało, że one należały do małpy człekokształtnej; siedmiu stwierdziło, że należały do człowieka, a siedmiu kolejnych (byli to ewolucjoniści) uznało, że były one brakującym ogniwem. Profesor Vircow powiedział: „Nie ma żadnego dowodu na to, że kości te były częściami tego samego stworzenia”. Lecz co ewolucjoniści zrobili z tymi dwoma zębami, kością udową i małym fragmentem czaszki? Poprosili „rekonstruktora”, by korzystając ze swej wyobraźni, odtworzył cały obraz tego, co uważali za brakujące ogniwo i nazwali tę nieciekawą postać pitekantropem! – małpoludem.
Kilka kości znaleziono w Piltdown, w Anglii oraz niedaleko Heidelbergu i Neandertalu, w Niemczech. Kości połączone z tych trzech znalezisk nie wypełniłyby nawet koszyka o pojemności jednego buszla [buszel – miara objętości (pojemności) ciał sypkich, np. zboża, stosowana w krajach anglosaskich; buszel amer. – 35,2 l; buszel bryt. – 36,4 l – przyp. tłum.], nie mówiąc już o wypełnieniu całego ludzkiego szkieletu. Ten sam „rekonstruktor” ze swej wyobraźni uformował z tych kilku kości, trzy „człekokształtne” postacie. Te postacie są dokładnymi obrazami ewolucji – imaginacjami! Rzeczywiście, są one pomnikami niesławy dla ewolucji, pośmiewiskiem biologów; jednak „zgodnie z planem”, one wielokrotnie były i niektóre z nich jeszcze są wykorzystywane do zaszczepiania dzieciom i słabo rozumującym dorosłym, poglądu o pochodzeniu człowieka od niższych zwierząt.
Szaleństwo prób ustalenia czegoś określanego jako pochodzenie człowieka na podstawie nielicznych skamielin jest dobrze zilustrowane przez epizod „zęba za milion dolarów” znalezionego na dnie strumienia jakiś czas temu. Wybitni ewolucjoniści uważają, że pochodzi on ze szczęki słynnego, urojonego „brakującego ogniwa” – lecz ich wyobraźnia doznała rozczarowania, gdy niedługo potem, dokładnie taki sam ząb znaleziono w szczęce dzika!
CZŁOWIEK Z PILTDOWN OSZUSTWEM
Jeśli chodzi o człowieka z Piltdown, ogłoszenie przez Muzeum Brytyjskie, że „czaszka z Piltdown” jest falsyfikatem, wywołało jedną z największych sensacji w kręgach naukowych.
Ujawniając, że człowiek z Piltdown był fałszerstwem, biuletyn Muzeum Brytyjskiego wyjaśnił, że pewien nieznany „ekspert” nabył (a) odłamany przód dolnej szczęki pochodzącej od dużej małpy; (b) usunął z niej wszystkie zęby z wyjątkiem dwóch zębów trzonowych; (c) zabarwił szczękę tak, by wyglądała jak skamieniałe kości czaszki znalezione w żwirowni w Piltdown;