Sztandar Biblijny nr 227 – 2009 – str. 7

gdy kaznodzieje są wyszkoleni; lecz ten mężczyzna był naprawdę tępy. On był zmuszony trzymać się swego tekstu, z prostego powodu, że miał niewiele więcej do powiedzenia. Temat pochodził z Izajasza 45:22: „Spójrzcie na mnie, abyście zbawione były wszystkie krańce ziemi”. Nie potrafił nawet dobrze wypowiadać słów, lecz nie w tym rzecz. Pomyślałem, że jest iskierka nadziei dla mnie w tym tekście.

      Mówca rozpoczął w ten sposób: „Moi drodzy, to jest naprawdę bardzo prosty tekst. On mówi, 'Spójrzcie”. Patrzenie nie ma nic wspólnego z zadawaniem sobie jakiegoś trudu. On nie mówi, żebyście podnieśli nogę czy palec, jedynie 'spójrzcie”. Tak, człowiek nie musi chodzić do szkoły, żeby nauczyć się patrzeć. Możecie być największymi głupcami, a jednak umiecie patrzeć. Człowiek nie musi mieć tysiąc lat, żeby był w stanie patrzeć. Każdy umie patrzeć, nawet dziecko. Lecz werset mówi, 'Spójrzcie na mnie’,,.

      „Och!”, powiedział w wielkim Essex, „wielu z was spogląda na siebie, lecz nie ma z tego żadnej korzyści. Nigdy nie znajdziecie żadnego  pocieszenia  w  sobie. Spójrzcie   na   Boga   Ojca przez Jezusa Chrystusa. Bóg mówi: 'Spójrzcie na mnie’. Niektórzy z was powiedzą: 'Musimy czekać na dzieło Ducha w nas’. Lecz nie w tym rzecz. Spójrzcie na Boga przez Chrystusa, waszego Zbawcę. Tekst mówi: 'Spójrzcie na mnie’,,.

      Wówczas ten dobry człowiek kontynuował w następujący sposób: „Spójrzcie na mnie; ja pociłem się wielkimi kroplami krwi. Patrzcie na mnie; ja zawisłem na krzyżu. Spójrzcie na mnie, ja wstąpiłem do nieba. Patrzcie na mnie, ja zasiadam po prawicy Ojca. O, biedny grzeszniku, spójrz na mnie! Spójrz na mnie!'”

      Kiedy zbliżał się do końca przemówienia, a przeciągnął mowę o około 10 minut, był u kresu wytrzymałości. Wtedy spojrzał na mnie z galerii i przypuszczam, że razem z nielicznymi obecnymi wiedział, że jestem obcy. Wówczas wpatrując się we mnie, jak gdyby znał całe moje serce, powiedział: „Młody człowieku, wyglądasz bardzo marnie”. Tak wyglądałem, lecz nie przywykłem do tego, by ktoś z ambony wypowiadał uwagi na temat mojego osobistego wyglądu. Jednak to był dobry strzał. Uderzył we właściwy ton.

      On kontynuował: „I zawsze będziesz taki marny – marny w życiu i marny w śmierci – jeśli nie będziesz posłuszny memu tekstowi; lecz jeśli będziesz posłuszny teraz, w tym momencie, będziesz zbawiony”. Potem podnosząc ręce w górę krzyczał, jak czynią to Pierwsi Metodyści: „Młody człowieku, patrz na Jezusa Chrystusa. Patrz! Patrz! Patrz! Nie masz nic do zrobienia, tylko patrz i żyj”.

      Wtedy dostrzegłem drogę zbawienia. Nie wiem, co jeszcze powiedział – nie zwracałem na to wielkiej uwagi – zawładnęła mną ta jedna myśl. Podobnie jak wtedy, gdy został wywieszony miedziany wąż, ludzie jedynie na niego patrzyli i byli uzdrowieni, tak było i ze mną. Ja mogłem czekać na zrobienie pięćdziesięciu rzeczy, lecz kiedy słyszałem to słowo „Spójrz!” jakże czarujące ono mi się wydawało! Och, patrzyłem niemalże do utraty wzroku. Od razu chmury rozchodziły się, ciemności pierzchły i w tym momencie widziałem słońce; wtedy mogłem się wznieść i śpiewać razem z największymi entuzjastami z nich o drogocennej krwi Chrystusa i tej prostej wierze, która spogląda tylko na Niego.

      Nigdy nie zapomnę tego szczęśliwego dnia, w którym odnalazłem Zbawiciela i nauczyłem się trzymać Jego drogich stóp. Ja, mało znane, nieświadome dziecko, o którym nikt nie słyszał, usłyszałem Słowo Boże i ten cenny werset zaprowadził mnie do krzyża Chrystusa. Mogę stwierdzić, że moja radość tego dnia była wprost nie do opisania. Mogłem skakać, mogłem tańczyć; nie było wyrażenia, choćby fanatycznego, które nie pasowałoby do opisania radości mego ducha w tej godzinie.

      Od tamtej chwili upłynęło wiele dni chrześcijańskich doświadczeń, lecz nigdy nie było wydarzenia o tak wielkiej euforii, które promieniowałoby taką rozkoszą, jak to, które miałem pierwszego dnia. Myślałem, że wyskoczę z siedzenia, na którym siedziałem i będę wołał razem z najbardziej żywiołowymi z obecnych tam braci metodystów: „Mam odpuszczenie! Mam odpuszczenie! Cóż za ogrom łaski! Grzesznik zbawiony przez krew”.

      Poczułem, że moja dusza jest wyzwolona, że jestem dziedzicem nieba, mającym odpuszczenie, przyjętym w Jezusie Chrystusie, wyciągniętym z grząskiej gliny i z okropnej przepaści, że moje stopy stanęły na skale, a moje kroki są ugruntowane; poczułem, że mogę tańczyć przez całą drogę do domu. Zrozumiałem to, co John Bunyan miał na myśli, gdy oświadczył, że chciał opowiadać wronom na roli wszystko o swym nawróceniu.

poprzednia stronanastępna strona