Sztandar Biblijny nr 227 – 2009 – str. 6
miłującego Niebiańskiego Ojca! Niech ten niewypowiedziany dar oraz wszystkie inne dary, których On nam udzielił, nie zostaną zmarnowane. Codziennie oddawajmy Jemu samych siebie za Jego służbę, chwałę i cześć, i napełniajmy się miłością i gorliwością w niesieniu błogosławieństw innym, ponieważ On tak łaskawie pobłogosławił nas. „Darmo wzięliście, darmo dawajcie” (Mat. 10:8). A w przejawianiu naszej szczodrości i w naszym błogosławieniu innych, zwróćmy uwagę, by nasze dawanie nie było przed ludźmi, by być przez nich widzianymi; bo w przeciwnym razie nie otrzymamy nagrody od naszego Ojca w niebie (Mat. 6:1). Czyńmy dobrze innym, „Nie na oko służąc, jako ci, którzy się ludziom podobać chcą, ale jako słudzy Chrystusowi, czyniąc z duszy wolę Bożą” (Efez. 6:6). I nie bądźmy znużeni w czynieniu dobra, ponieważ we właściwym czasie żąć będziemy, jeśli nie osłabniemy.
Niechaj nasz tekst rocznego godła sprowadzi na nas bogate błogosławieństwo, gdy będziemy zastanawiać się nad obfitującą łaską, której Bóg nam udzielił i nadal nam jej dostarcza, abyśmy zawsze mogli mieć wszelki dostatek po to, by obfitować w każdym dobrym uczynku. Bóg z obfitością dotrzyma Swej obietnicy dla nas. Nie zaniechajmy rozwijania łaski szczodrości w naszych charakterach i w świadczeniu naszej służby dla Niego, obfitując w każdym dobrym czynie. „W tym będzie uwielbiony Ojciec mój, kiedy obfity owoc przyniesiecie, a będziecie moimi uczniami” (Jana 15:8).
Jako hymn towarzyszący naszemu wersetowi polecamy pieśń numer 198 z Pieśni Brzasku Tysiąclecia, „Ach chciałbym tak, jak Zbawca mój”, której pierwsze strofy brzmią następująco:
ACH chciałbym tak jak Zbawca mój
Przecierpieć życie me
Wytrwale znosić trud i znój
Zasłużyć Bogu się
Choć nie dorównam nigdy Mu
Lecz w służbie będę trwać;
Do ostatniego życia tchu
Chcę tylko jego znać
BS '09,2-5
CHARLES H. SPURGEON – MĄŻ BOŻY
Wielu Chrześcijan wysoko ceni Charlesa Spurgeona, jako chrześcijanina i wielkiego męża Bożego. Nasi czytelnicy mogą być zainteresowani pewnymi fragmentami z jego życia, szczególnie jego przeżyciem związanym z poznaniem Jezusa Chrystusa, jako swego Zbawiciela.
Charles urodził się 19 czerwca 1834 roku w chrześcijańskim domu, w Kelvedon, Essex, w Anglii. Jego ojciec i dziadek byli pastorami Niezależnego Wyznania, lecz Charles nie był zadowolony z ich poglądów. On wykształcił się w Colchester i Maidstone. W 1849 roku otrzymał posadę woźnego w szkole w Newmarket; kiedy udał się do domu na ferie z okazji Świąt narodzenia Pańskiego, postanowił odwiedzić każdą religijną grupę w okolicy by znaleźć, jeśli to możliwe, drogę zbawienia.
Dociekliwy chłopak, liczący niewiele ponad 15 lat, odwiedził wiele kościołów, lecz nie mógł znaleźć tego, czego szukał. Pastorzy objaśniali mu różne doktryny chrześcijańskiej wiary i głosili na temat wzorców chrześcijańskiego życia, lecz tym, czego młody człowiek potrzebował i czego pragnął, była wiedza o tym, jak on, grzeszny, mógłby otrzymać odpuszczenie grzechów.
Charles nie ustawał w swych poszukiwaniach, a Pan, zgodnie ze swoją obietnicą (Mat. 5:6; 7:7-11), nie zawiódł go, lecz dopomógł mu w sposób, o jakim on nie myślał. 6 stycznia 1850 roku zaplanował pójść do kaplicy położonej w pewnej odległości od domu jego rodziców i wyruszył w podróż. Lecz nadeszła śnieżna nawałnica i powstrzymała go przed dalszą podróżą. Skręcił w boczną ulicę i wstąpił do małej kaplicy Pierwszych Metodystów. Gdy tam wszedł, nie był przychylnie nastawiony, ponieważ wcześniej słyszał o pewnych niekonwencjonalnych sposobach odprawiania przez nich obrzędów religijnych, o tym jak krzyczeli na swych spotkaniach, itd. Lecz tam znalazł schronienie przed burzą śnieżną, więc postanowił posłuchać, co mieli do powiedzenia. Cytujemy jego opis tego, co nastąpiło: „Pastor nie pojawił się tamtego ranka; przypuszczam, że zasypało go śniegiem. W końcu bardzo mizerny mężczyzna, szewc lub krawiec, lub ktoś w tym rodzaju, wszedł na ambonę by przemówić. Dobrze jest,