Sztandar Biblijny nr 318 – 2024 – str. 21
(2) że doprowadziłby do ruiny Boski plan, co było dla Niego innym wielkim złem, tak jak myśl o szczęśliwym zakończeniu tego planu była jedną z największych radości i aspiracji;
(3) że nie pozyskałby Kościoła jako swej Oblubienicy, co byłoby niewysłowionym złem dla Niego, tak jak nadzieja na jego pozyskanie była jedną z Jego głównych radości;
(4) że nieodkupiona ludzkość będzie nadal pod przekleństwem, co stanowiło inne niewysłowione zło dla Niego, tak jak nadzieja odkupienia znajdowała się wśród Jego głównych radości;
(5) że On poszedłby na wtórą śmierć – koniec egzystencji, co oznaczałoby, że na próżno wyzbył się swej poprzedniej natury, honoru i urzędu, że na próżno tak bardzo się trudził w czasie trzech i pół lat, by zwyciężyć w wysokim powołaniu i że nie tylko nie zdołał zdobyć Boskiej natury, lecz w ogóle nie będzie miał przyszłej egzystencji. To właśnie lęk przed tymi pięcioma katastrofalnymi rzeczami tak bardzo głęboko zasmucił Jezusa w Getsemane.
Tamtej nocy Pana Jezusa nieomal zabił ten lęk, który smucił Go bardziej niż wszystko, co przyszło lub miało na Niego przyjść. To ten lęk sprawił, że z głośnym wołaniem i łzami w oczach błagał o usunięcie tych okropnych doświadczeń od Niego, że pocił się krwawym potem, co było dowodem skrajnego wyczerpania nerwowego, że trzykrotnie szukał pewnego pocieszenia dla swej strapionej duszy u nierozumiejących Go uczniów. Powtórzmy myśl, że Jego smutek nie był z powodu śmierci, lecz z powodu umierania w warunkach towarzyszących tej śmierci − jako wyklęty bluźnierca i buntownik wyjęty spod prawa, co powodowało Jego obawy, że nie będzie w stanie zachować doskonałości podczas takich doświadczeń i w rezultacie spowoduje pięć nieszczęść wspomnianych powyżej. Nic dziwnego, że myśl o tych pięciu złych konsekwencjach wytrąciła Go z równowagi na godzinę. Nic dziwnego, że błagał, by zaoszczędzono mu tych doświadczeń, aby zapobiec tak wielkiemu złu! Nic dziwnego, że następująca po tym agonia, wołanie, łzy i modlitwy trwały przez godzinę! Nic dziwnego, że nawet usługa anioła nie wystarczyła, by dodać Mu otuchy! Nic dziwnego, że bardzo żarliwie pragnął, aby kielich tak wstrząsających i zatrważających doświadczeń został od Niego odsunięty. Byłoby dziwne, gdyby On był w stanie zachować swe zwykłe opanowanie, gdy rozważał myśl, że kielich i porażka w zachowaniu doskonałości podczas jego picia, spowoduje pięć wyżej wspomnianych konsekwencji.
Nasz werset wskazuje, że Ojciec był niezmiennym dawcą tego kielicha. Ojciec nie spełnił tej trzykrotnej prośby Chrystusa o usunięcie tego kielicha. On zaplanował, że Syn wypije ten kielich, gdy przewidział, że ludzka niegodziwość dostarczy go Jezusowi. Nie powinniśmy z tego wyciągać wniosku, że Bóg zmusił ludzi do stworzenia takiego kielicha, ponieważ „On sam nikogo nie kusi” do zła. Lecz przewidując, że ludzka niegodziwość wytworzy dla Jezusa takie doświadczenia, dozwolił ludziom na to, ponieważ wiedział, że może użyć tych doświadczeń dla dobra wszystkich, a szczególnie dla dobra Jego Syna. Z tego względu Bóg zdecydował się na nie dozwolić. Dlatego Jezus powiedział Piłatowi, że on nie mógłby mieć żadnej władzy ani panowania nad Nim, gdyby Bóg na to nie dozwolił (Jana 19:11). Z pewnością Bóg zezwolił na wypicie kielicha przez Jezusa nie dlatego, że nie miał współczucia dla swego Syna, ponieważ typ Abrahama i Izaaka w doświadczeniach Abrahama związanych z ofiarowaniem Izaaka dowodzą, że to głównie Bóg cierpiał psychicznie z powodu picia kielicha przez Jezusa, ponieważ we wszystkich utrapieniach Chrystusa On był utrapiony (Izaj. 63:9).
Zatem dlaczego Bóg zezwolił na ten kielich, a tym samym przygotował go do wypicia dla Pana Jezusa? Oczywiście Bóg nie zrobiłby tego, gdyby nie zaistniała pewna bardzo wielka potrzeba. Czym ona była? Bóg przygotowywał Jezusa, by stał się Boską istotą − Jego Dziedzicem, Wykonawcą wszystkich Jego planów i celów oraz Jego Namiestnikiem we wszystkich wszechświatach i to przez całą wieczność. Dlatego niezbędne było, by Bóg wymagał od Jezusa absolutnego dowodu, że może polegać na Jego lojalności wobec siebie, swojego charakteru, planów i dzieł, we wszystkich łatwych i trudnych okolicznościach i z osobna w każdej z nich, ponieważ bez takiego dowodu, Jezus, ze względu na niedojrzałość charakteru lub braki w swoim charakterze, mógłby stać się kolejnym Szatanem, o wiele przewyższając Szatana, ponieważ miałby wyższą naturę, większe zdolności oraz niezniszczalną egzystencję – nieśmiertelność, czego brakuje Szatanowi. Szatan może być zniszczony, natomiast gdyby Jezus stał się przeciwnikiem, Bóg zawsze miałby w swym otoczeniu złą istotę, co mogłoby oznaczać ciągłość grzechu, na co Bóg nie mógłby dozwolić. Ponadto, niezbędne było, by Bóg miał pewność, że Jezus zawsze wybierze Boską wolę, a zatem jako Jego Syn, Dziedzic, Wykonawca i Namiestnik, zawsze doprowadzi do ostatecznej pomyślnej realizacji wszystkich Boskich planów i celów. Dlatego, dla swego własnego powodzenia oraz dobra innych, konieczne było, by Bóg wymagał od Jezusa dowodu, że Jezus zawsze będzie wykonywał to, czego pragnie Bóg. Ten dowód miał być dostarczony przez Jezusa przez Jego lojalność w wytrwaniu w najtrudniejszych doświadczeniach, możliwych