Sztandar Biblijny nr 237 – 2010 – str. 66
UMARLI OCZEKUJĄ ZMARTWYCHWSTANIA
„A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do Siebie, abyście gdzie Ja jestem i wy byli” – Jana 14:3, KJV.
Błąd zakładający, że ludzie, którzy umarli, są żywi, leży u podstaw prawie każdego teologicznego błędu na całym świecie. Wielu popełniło ten błąd przyjmując domysły pogańskiego filozofa Platona, zamiast świadectw Słowa Bożego. Możemy usunąć trudności i teologiczne zagmatwania wracając do Słowa Bożego. Niezależnie od wszystkiego, co zostało powiedziane i napisane, powołując się na słowa Pisma Świętego, często powstaje pytanie: Czy naprawdę chcecie nam powiedzieć, że nasi przyjaciele nie idą natychmiast do nieba, kiedy umierają? To jest dokładnie to, co staramy się wykazać jako naukę biblijną. Samo Pismo Święte, poza wszystkimi religijnymi książkami, uczy, że umarły człowiek jest martwy i nie wie o niczym oraz że jego jedyna nadzieja jest w Boskim zarządzeniu dotyczącym zmartwychwstania umarłych przez Chrystusa – „sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Dz. 24:15).
Gdy pamiętamy, że według niemal wszystkich religijnych wyznań wiary i teorii świata, 999 z każdego tysiąca ludzi bezpośrednio po śmierci idzie na straszne cierpienia, można pomyśleć, że wszyscy z zadowoleniem od razu przyjmą biblijne świadectwo mówiące, że śmierć jest nieświadomym snem, aż do obudzenia w zmartwychwstaniu. Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego ludzie wolą myśleć o swych przyjaciołach i sąsiadach oraz milionach pogan jako cierpiących męki, zamiast wierzyć, że oni śpią. Problem prawdopodobnie tkwi w tym, że samolubstwo utrzymuje masy ludzi w takim stanie, iż oni nie interesują się i nie myślą wiele o innych, poza swymi bliskimi i przyjaciółmi. To samo samolubstwo skłania ich, by w zaślepieniu wierzyli, że oni i ich krewni, choć nie lepsi niż reszta ludzkości, są szczególnymi ulubieńcami niebios i że otrzymają nagrodę świętych, niezależnie od tego, jak bezbożne może być ich życie. Niektórzy uważają, że modlitwa odpowiednia dla takich ludzi mogłaby brzmieć:
„Boże błogosław mnie i moją żonę,
Mojego syna Jana i jego żonę;
Nas czworo i więcej już nikogo”.
W harmonii z tym stwierdzamy, że kiedy śmierć ogarnia krąg rodziny, ten samolubny egoizm zakłada, że zmarły jest godny przyjęcia przez Boga jako święty i natychmiast zostaje uniesiony do niebiańskiej szczęśliwości – niezależnie od tego, jak bezbożne było jego życie i jak mało Chrystusowego ducha kiedykolwiek przejawiał. Przeciętny chrześcijański kaznodzieja, poproszony do przeprowadzenia usługi pogrzebowej, umacnia w tym złudzeniu. Bez względu na to, co on przeczyta z Biblii – z której wynika, że gdyby nie było zmartwychwstania, wówczas ci, którzy śpią snem śmierci, zginęliby -jego kazanie z pewnością ma wywrzeć wrażenie, że zmarły nie potrzebuje żadnego zmartwychwstania, ponieważ on nie umarł, lecz jedynie został przeniesiony z niższego poziomu życia do wyższego. On nie podaje na to dowodu z Biblii ani nikt o to nie prosi. Dowód nie jest podawany, ponieważ nie ma żadnego biblijnego dowodu, by go tutaj podać. Nikt o niego nie prosi, ponieważ większość ludzi nie jest na tyle zorientowana w kwestiach religijnych, by żądać podstawy i dowodu na to, co jest im przedstawiane. Lekarstwo na to nadejdzie wtedy, gdy będziemy lepiej poinformowani, bardziej skłonni do myślenia. Żaden chrześcijański duchowny nie powinien być zmieszany, gdy jest pytany o podstawę dla swej wiary. Święty Paweł nakłania, by każdy chrześcijanin był tak dokładnie poinformowany odnośnie Boskiego posłannictwa, aby był w stanie podać