Sztandar Biblijny nr 312 – 2023 – str. 19
jak i podobnie w ciałach ich braci nie mieszka doskonałość. Stąd, z tą samą miłością w naszych sercach − wzajemnie wobec siebie, przekonujemy się, że lepiej jest pozwolić każdej osobie na pełną wolność, pełną odpowiedzialność w odniesieniu do zarządzania ziemskimi sprawami. Jest to stan, w którym każdy może być najbardziej szczęśliwy i może osiągnąć największy postęp oraz najlepiej nauczyć się niezbędnych lekcji przygotowujących do Tysiącletniego Królestwa i do służby w nim.
Pierwotny kościół szybko wyciągnął wnioski z tej lekcji. Jego komunizm nie trwał długo. Przede wszystkim Apostołowie stwierdzili, że pomimo zaufania kościoła do nich, jako duchowych i zdolnych sług ewangelii, specjalnie posłanych przez Pana, pojawiło się szemranie przeciwko nim, ponieważ niektórzy uważali, że nie dbano o ich sprawy materialne obsługiwane z funduszu ogólnego tak dobrze, jak o sprawy innych. To doprowadziło do oddania zarządzania tymi kwestiami diakonom i ostatecznie cały ten projekt upadł. Z tego niepowodzenia kościół Pański otrzymuje pożyteczną lekcję, aktualną aż do obecnego czasu. Z tej lekcji wynika, że komunizm jest możliwy w niebie lub na Ziemi wśród doskonałych ludzi, lecz nie jest realne, by istniał wśród tych, którzy są niedoskonali i których gusty oraz pragnienia, doświadczenia itp., różnią się. Jest to nasza odpowiedź dla drogich przyjaciół, którzy czasami przekonują, że socjalistyczne i komunistyczne zarządzenia są wskazane w obecnym czasie. Pan chce, aby Jego lud był rozproszony po całym świecie po to, by ich światła mogły lepiej świecić wśród ziemskich ciemności, dając świadectwo prawdzie.
Opis podany nam w tej lekcji pięknie ilustruje ducha zupełnego poświęcenia Panu – pełnię miłości i uprzejmości wobec wszystkich braci oraz zupełne zaufanie do Apostołów, jako Pańskich reprezentantów. Majątek braci był przynoszony i składany u stóp Apostołów. Wśród innych, którzy to zrobili, był Józef, wujek Jana Marka, prawdopodobnie członek zamożnej rodziny zamieszkującej na Górze Oliwnej, w domu którego ogród był dla naszego Pana ogrodem Getsemane. Józef wtedy stał się gorliwym naśladowcą nauczyciela z Nazaretu. Sprzedał rolę, którą posiadał i złożył całą kwotę u stóp Apostołów. Widocznie był on człowiekiem o wielkim współczuciu i o pięknym charakterze, o czym świadczy imię nadane mu przez pierwotny kościół, mianowicie: Barnaba. To słowo oznacza: „syn pocieszających wieści” lub krócej: „syn pociechy”. Dzięki Bogu, ten sam duch nadal jest obecny wśród Jego ludu. Niektórzy z Jego ludu są synami, a inni córkami pociechy, szczególnie dla innych synów i córek – będąc współczujący, miłujący, życzliwi, pomocni.
Pocieszenie! Pociecha! Jaki odpoczynek i odświeżenie, jaki pokój i radość niosą te słowa! Poeta powiedział: „Ach, jaką pociechę to niesie, moja dusza słodko śpiewa”. Fakt, że imię „syn pociechy” lub „syn pocieszenia”, samo w sobie opowiada historię dotyczącą ogólnego charakteru osoby, dlatego powinno być nadawane osobom w dojrzałym wieku. Niewiele wiemy o Barnabie, lecz jeśli to jedno zdanie świętego pisarza zawierałoby sumę naszej wiedzy, nie moglibyśmy go nie kochać ani go nie doceniać.
W pewnym znaczeniu, o Kościele mówi się jako o Syonie, o matce, a cały prawdziwy lud Boży jest tym samym przedstawiany jako jej dzieci – synowie i córki. Niektórzy z nich są synami i córkami pociechy, natomiast inni są synami i córkami bólu, nieustannie sprawiając w mniejszym lub w większym stopniu cierpienie lub dyskomfort samym sobie i innym. Chcemy zrozumieć tę kwestię w jej prawdziwym świetle, aby każdy z nas mógł działać zgodnie z tym zrozumieniem – aby coraz większa liczba dzieci Syonu była synami i córkami pociechy dla wszystkich, z którymi mają kontakt oraz aby w ogólny sposób byli pocieszycielami kościoła jako całości.
Niektórzy mogą być skłonni, by zapytać: Czy prawdziwy kościół potrzebuje pociechy? Czy większość nie jest już zbyt wygodna? Czy oni raczej nie potrzebują poruszenia, przypominania o ich grzechach, besztania i ogólnie takiego zakłopotania, jak to tylko możliwe, aby tym sposobem mogli być wspierani w postępowaniu naprzód i wzwyż? Nie powinniśmy ignorować faktu, że są chwile, kiedy nagany i naprawianie w sprawiedliwości jest właściwe, jak radził Apostoł. Lecz zupełnie nie popieramy myśli, tak popularnej wśród pewnych dobrych ludzi, mianowicie, że bracia powinni zawsze czuć się nieszczęśliwi ze sobą i unieszczęśliwiać innych ludzi przez ciągłe dokuczanie i szukanie błędów, strofowanie i zastraszanie.
Uważamy, że takie pełne dobrych intencji, lecz błędne wysiłki, wyrządziły wiele szkód. Usunęły z rodzinnego kręgu Syjonu wielu, którzy nie mogli bez hipokryzji twierdzić, że są najgorszymi z grzeszników ani właściwie doceniać modlitw, w których są przedstawiani jako mówiący: „Panie, zmiłuj się nad nami, nędznymi grzesznikami!”, zdając sobie przy tym sprawę z Boskiej łaski i przebaczenia – usprawiedliwienia wszystkich rzeczy.
Tymi potrzebującymi strofowania, nagany itp., są ci, którzy postępują według ciała, a nie według ducha – gwałcąc swe przymierze. Ci, których należy ostrzec, aby uciekali przed nadchodzącym gniewem, to tacy, którzy nigdy jeszcze nie uciekli,