Sztandar Biblijny nr 215 – 2007 – str. 4

Apostołów i ich doświadczenia. Apostoł Paweł bardzo pragnął, by nieść innym posłannictwo Ewangelii. Kilka razy próbował udać się do Azji, lecz zostało mu to uniemożliwione. On zaczął się zastanawiać, dlaczego tak było, dlaczego jego wysiłki okazywały się bezskuteczne. Lecz Pan objawił mu, że zamiast tam, miał iść do Grecji. W swym pierwszym Liście do Kościoła w Tesalonikach, on pisze: „Dlatego chcieliśmy przyjść do was, zwłaszcza ja, Paweł, i raz i drugi, lecz szatan przeszkodził nam” (1Tes. 2:18). Lecz jesteśmy pewni, że Pan ma nadzór nad machinacjami szatana i sprawia, by one działały dla Jego własnej chwały, a lekcja cierpliwości i uległości będzie błogosławieństwem dla Jego dzieci.

      Zauważamy, że w ogrodzie Getsemane nasz Pan nie stracił wiary w Boga, lecz przez pewien czas obawiał się. Kiedy nadeszły ostatnie godziny Jego doświadczeń na ziemi, Pan zastanawiał się, czy wiernie dostosował się do wszystkich wymagań Ojca, czy też nie. On wiedział, że najmniejsze naruszenie Boskiego Prawa oznaczałoby Jego śmierć – wieczną śmierć. Czy zadowalająco ukończył Swoją ofiarę? Czy zostanie wyprowadzony ze śmierci do niebiańskiej chwały przez zmartwychwstanie? Wtedy otrzymał od Ojca zapewnienie, że jest całkowicie wierny. Wszystkie utrapienia i trudności, które Mistrz przechodził podczas ofiarowania Swego życia, poprzedzały Go niczym wonne kadzidło, niczym cenne perfumy, za zasłoną w Świątnicy Najświętszej, jak jest pokazane w typie (3Moj. 16:12, 13).

WŁAŚCIWA BOJAŹŃ

      Kiedy żydowski najwyższy kapłan rozkruszył wonne kadzidło nad ogniem złotego ołtarza, gdy jego zapach przedostał się za drugą zasłonę i okrył Arkę Przymierza i Ubłagalnię, wówczas on sam przechodził pod zasłoną. Prawdopodobnie za każdym razem, gdy najwyższy kapłan podnosił zasłonę, aby przejść pod nią, obawiał się; bo gdyby w jakimś szczególe uchybił w wypełnianiu swej ofiarniczej służby, zginąłby w czasie przechodzenia pod zasłoną. Tak i nasz Pan Jezus wiedział, że Jego dzieło musi być godne przyjęcia w najbardziej absolutnym sensie, bo inaczej na wieki utraci Swą egzystencję. Stałby się taki, jakby Go nie było. Straciłby wszystko.

      Nie było żadnej ziemskiej istoty, która udzieliłaby naszemu Panu zachęty w tym względzie. [Nie było nikogo, kto powiedziałby: „Uczyniłeś wszystko doskonale; nie mogłeś dokonać tego lepiej.”] Dlatego Mistrz sam udał się do Ojca po to zapewnienie, po siłę i odwagę. On modlił się: „Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie, jednak, nie jak Ja chcę, ale jako Ty.” A Ojciec wysłuchał Jego modlitwy i udzielił Mu potrzebnego zapewnienia i siły. On został wysłuchany w tym, o co się obawiał; i podczas całej tamtej nocy i następnego dnia, aż do Jego ukrzyżowania, Pan był spokojny i odważny.

      Dlatego lud Pański powinien mieć właściwe zrozumienie. Kontrolowana bojaźń jest dla nas dobra; lecz ona nie może osiągnąć pułapu, w którym utrudniałaby nasze wysiłki i niszczyłaby naszą odwagę. Powinniśmy przejawiać obawę zalecaną przez Apostoła Pawła, gdy powiedział: „Obawiajmy się, by mając daną obietnicę wejścia do Jego odpoczynku; ktoś z was nie okazał się jej niegodny” (Żyd. 4:1). Wspomniany tutaj lęk jest głęboką troską, którą powinno się przejawiać, jeśli ktoś nie chce wywołać niezadowolenia Boga. Ten właściwy lęk miał Mistrz. On nigdy nie był zniechęcony, nigdy nie powstrzymał się od dzieła, które Ojciec dał Jemu do wykonania. Jego obawa wynikała z czci, która zrodziła czujność i troskę, ostrożność w postępowaniu i życiu, aby mógł zupełnie podobać się Ojcu. Taki lęk powinni mieć wszyscy chrześcijanie. Powinniśmy być czujni, by nie zaniedbać jakiegoś przywileju czy obowiązku.

      Ta kontrolowana troska doprowadzi nas do starannego przeglądu samych siebie. Powinniśmy zapytać siebie: „W co wierzę? Dlaczego tak wierzę?” Powinniśmy ponownie sprawdzić podstawę naszej wiary. Powinniśmy ciągle odtwarzać w swoich umysłach dowody poprawności naszej postawy wobec Prawdy. Gdy tak uczynimy, Pan wzmocni nas w Wierze, On posili nasze serce. Jeśli nasza nadzieja jest oparta na naszej własnej sile, będzie mieć bardzo niepewną szansę na przetrwanie. Ze wzrokiem skupionym tylko na sobie, dojdziemy do zniechęcenia i być może staniemy się bardziej bojaźliwi, może stracimy całą pewność siebie, może uświadomimy sobie naszą kompletną bezradność i słabość oraz naszą potrzebę oparcia się zupełnie na Panu i ciągłego oczekiwania Jego przewodnictwa i pomocy. Jest nadzieja, że po przejściu przez takie doświadczenie, może nauczymy się czekać na Pana i że dla nas będzie ta obietnica: „Ci, którzy oczekują na Pana, odnowią swoją siłę; wzniosą się na skrzydłach niczym orły; będą biec i nie zmęczą się; będą chodzić i nie osłabną” – Izaj. 40:31.

poprzednia strona – następna strona